Dzisiejsza notka, ponownie, w dwóch
częściach. Zajmę się dziś stosunkami polsko-rosyjskimi; tak
więc, część pierwszą poświęcę na na krótki, szkolny kurs
stosunków z naszym wschodnim sąsiadem na przestrzeni dziejów, a w
drugiej części przedstawię swój punkt widzenia na wydarzenie
najbardziej obecnie zajmujące w tych stosunkach – katastrofę
smoleńską.
Nie ulega wątpliwość, że z Rusinami, Rosjanami i
bolszewikami biliśmy się w naszej historii często. Można nawet
ostrożnie założyć, że ze wschodnim sąsiadem toczyliśmy wojny
najczęściej spośród wszystkich. Od czasów Bolesława Chrobrego i
jego wypraw na Kijów, jak również, jego wielkiego naśladowcy
Bolesława Szczodrego vel Śmiałego aż do czasów rozbicia
dzielnicowego. Wyprawy te wpisywały się w ogólny trend wypraw
wojennych groźnych Bolesławów epoki wczesnopiastowskiej. Ruś
Kijowska nie była wcale głównym celem wypraw Piastów, lepsze były
Czechy, bo bogatsze, a łatwiejsze do złupienia niż, np. Rzesza,
częste były również krótkotrwałe sojusze i mariaże, w dwóch
słowach: normalna dyplomacja. W okresie rozbicia dzielnicowego nasze
stosunki z sąsiadami były skomplikowane, a biorąc pod uwagę fakt,
że Ruś również była podzielona to opisywanie tutaj kontaktów
wszystkich książąt Piastowskich ze wszystkimi książętami
ruskimi zajęłoby zbyt wiele miejsca. Faktem jest natomiast, że
kiedy Królestwo Polskie podnosiło się z upadku Wschód wciąż był
rozbity i w dodatku przytłamszony tatarskim jarzmem. Był to łatwy
i smakowity kąsek dla Korony Kazimierza Wielkiego, który
rekompensując sobie utracone przez ojca Pomorze Gdańskie podbił
Ruś Halicką i Włodzimierską, których losy były zmienne w
szalonych czasach Andegawenów a ostatecznie przyłączyła do
naszego państwa król Jadwiga. Poza tym skrawkiem, w późnym
średniowieczu stosunki polsko-rosyjskie nie istniały, rolę naszego
wschodniego sąsiada spełniało Wielkie Księstwo Litewskie. Dopiero
kolejne układy i unie z Litwą ponownie przeorientowały nas na,
dalszy już w tym momencie, wschód. Oto daleko na północ i wschód
od Kijowa szybko rozwijała się mała osada założona jako
forpoczta księstwa Suzdalskiego – Moskwa. Księstwo Moskiewskie w
epoce nowożytnej zrobiło oszałamiającą karierę. Rządzone przez
mających silną władzę kniaziów szybko wchłonęło i pokonało
sąsiednie księstwa ruskie włącznie w potężną i bogatą
Republiką Nowogrodzką. Moskwa zaczęła zagrażać Litwie. Gdyby
nie unia z Koroną, kolos na glinianych nogach, jakim była Litwa,
pewnie szybko zostałby pokonany przez agresywne ksiąstewko. We
wczesnej epoce nowożytnej w Rzeczposoplitej panowało przekonanie,
że wrogowie północni, czyli Moskwa i Szwecja są na tyle słabi,
że Litwa powinna dać sobie z nimi radę sama, Korona natomiast musi
bronić kraj przed Tatarami i Turkami z południa. Jednak Polacy
musieli wielokrotnie pomagać Litwinom z ich przeciwnikami. Moskwa,
która dążyła do zagarnięcia wszystkich ziem ruskich traktowała
Litwę jako swojego naturalnego wroga, do tego doszły jeszcze próby
dojścia do Bałtyku. Kolejna wielka wojna stoczona została za
czasów Stefana Batorego. Udało nam się zdobyć moskiewskie
twierdze Połock i Wielkie Łuki odcinając tym samym Iwana Groźnego
od Inflant.
Za czasów naszego następnego króla, Zygmunta III
to my z kolei wyrządziliśmy Rosjanom wielką krzywdę –
dymitriady i Wielką Smutę. Nasze wojska pokonały Rosjan w świetnej
bitwie pod Kłuszynem, zajęliśmy Moskwę, osadziliśmy na tronie
przychylnego nam cara i plądrowaliśmy kraj, w dodatku zrobiliśmy
to dwukrotnie! Rosjanie mają o co mieć do nas żal. Niestety, albo
na szczęście, nasza szansa została zmarnowana, Władysław Waza
nie został carem. Za to już jako król poprowadził kolejną
wyprawę na wschód i odzyskał Smoleńsk. Za panowania jego brata
Rosjanie ruszyli do kontrataku. Wyprawa cara Aleksego zalała Litwę
aż po Wilno, na szczęście (sic!) chwilę później zalali nas
również Szwedzi i przestraszony Aleksy stracił impet. Kiedy
Szwedów już wygoniliśmy pozbycie się Hiperborejczyków było już
tylko kwestią czasu (doskonałe zwycięstwo pod Cudnowem). Jednakże
utraciliśmy część wschodnich terenów. Z powodu kozaków,
straciliśmy pół Ukrainy z Kijowem (kozacy przejechali się na tym
jak Zabłocki na mydle, gdyż o ile w Rz-plitej mieli jeszcze jakieś
swobody to w rządzonej nieomal despotycznie Rosji zostali szybko
stłamszeni). Oderwano od nas również ostatecznie ziemie Smoleńską,
Siewierską i Czernichowską. W XVIII w. Nastąpiło ogólne
rozprzężenie naszego państwa, o ile jeszcze za Augusta Mocnego
układaliśmy się z Piotrem I przeciw Szwecji (obaj panowie ponoć
mocno się upili podczas rozmów) co skończyło się splądrowaniem
neutralnej Rzeczpospolitej w Wielkiej Wojnie Północnej; o tyle
dalsze czasy saskie to już tylko powolna degrengolada państwa i
wzrost potęgi Rosji. No i stało się, w czasach Stanisławowskich
byliśmy już tylko marionetką potężnego wschodniego sąsiada, a
jak marionetka zepsuła się do reszty to rozebrano ją na części i
przerobiono na surowce wtórne – Królestwo Polskie, Wielkie
Księstwo Poznańskie i Królestwo Galicji i Lodomerii. Oczywiście
wcześniej mieliśmy kilka ostatnich podrygów – najpierw wojna w
obronie Konstytucji, powstanie Kościuszkowskie, później wyprawa na
Moskwę wraz z Napoleonem (swoją drogą, byliśmy w Moskwie w 1612 i
1812; szansa na powtórzenie tego trendu w 2012 roku jednak minęła),
jednak ostatecznie wszystko to zakończyło się porażką. Tak się
stało, że największa część Polski stała się Rosją.
Romantyczne powstania przynosiły już mniej romantyczne klęski. W
końcu Wielka Wojna, o którą modlił się Mickiewicz, w której
Polak niemiecki strzelał do Polaka rosyjskiego i upragniona
niepodległość i znów wojna, w której znów pokazaliśmy nasz
dawny pazur i ponownie udowodniliśmy, że Polacy jednaj potrafią
zwyciężać. Rok 1920 był bez wątpienia zbawienny nie tylko dla
Polski, ale dla całej Europy. A później kolejne 20 lat przygotowań
do wojny z Moskwą, którą II RP traktowała jako swego głównego
wroga, lecz w tym wypadku zagrożenie było realne. I nastał rok
1939 przynosząc wojnę, do której nie byliśmy przygotowani
spotęgowaną dodatkowym ciosem w plecy od bolszewików. I po raz
kolejny stało się, że część Polski stało się Rosją. Po
horrorze hitlerowskim przetoczyła się przez nasz kraj
niszczycielska maszyna Armii Czerwonej pozostawiając po sobie już
tylko czerwień. I stało się, że po raz trzeci, już cała Polska
stała się Rosją, tylko trochę subtelniej. Staliśmy się zabawnym
barakiem i przyjęliśmy najgłupszy ustrój świata właśnie dzięki
naszemu wschodniemu sąsiadowi. Przez pół wieku byliśmy zależni i
degenerowani. Ale ludzie są istotami rozumnymi, które wciąż
podświadomie dążą do szczęścia, którego nie da się osiągnąć
w państwie realnego socjalizmu, zwłaszcza na wzór radziecki. W
końcu obaliliśmy komunę i uniezależniliśmy się od Rosji, która
też stała się inną Rosją, może nie idealną, ale jednak inną.
Ale coś w nas po tym tysiącu lat wzajemnych wojen i robienia sobie
świństw pozostało i będą potrzebne dziesięciolecia by to
naprawić.
Katastrofa smoleńska to bez wątpienia
jedno z najważniejszych wydarzeń w historii polski ostatniej
dekady. Bystrzejsi czytelnicy już w poprzednim zdaniu mogli odnaleźć
jasny dowód na moje stanowisko w sprawie tego wydarzenia. Celowo
napisałem „katastrofa”, gdyż jest rzeczą oczywistą, że
rozbicie się pod Smoleńskiem prezydenckiego samolotu było
wypadkiem spowodowanym błędem polskich pilotów, niesprzyjającą
aurą i możliwe, że również zaniedbaniami ze strony naziemnej
kontroli lotu. Nie było żadnego zamachu i każdy kto twierdzi
inaczej, albo stara się ugrać na tym jakiś polityczny interes,
albo cechuje się nad wyraz ograniczonym umysłem. Postaram się
poprzeć moją śmiałą tezę jako historyk. Historia nie jest
bowiem tylko zbiorem faktów, dat i nazwisk z przeszłości, to
również, a może przede wszystkim wyciąganie wniosków i krytyczna
ocena wydarzeń pod kątem przyczyn i skutków. I właśnie o tych
ostatnich chciałem napisać. Zakładając, że Rosjanie mieli jakiś
cel w zlikwidowaniu Lecha Kaczyńskiego, swoją drogą polityka
miernego, nieprzystosowanego do realnej polityki, kierującego się
sentymentami i własnymi uprzedzeniami. Jakie kroki podjęli po jego
śmierci w stosunkach dyplomatycznych z Polską? Żadne! Bardziej
przemawiająca jest śmierć wysokiej rangi oficerów Wojska
Polskiego, była to strata dużo bardziej niebezpieczna niż śmierć
prezydenta, który w Polsce nie posiada zbyt wielkiej władzy i jego
nagłe zniknięcie nie powoduje paraliżu państwa. Wracając do
generałów, na krótko po 10 kwietnia w mediach zaczęła krążyć
plotka o przepowiedni Nostradamusa, jakoby ów średniowieczny
wizjoner przewidział smoleńską katastrofę, przepowiednia składała
się z dwóch części, pierwsza zawierała opis katastrofy samolotu,
druga natomiast była wizją napaści naszego wschodniego sąsiada.
Przepowiednia była zmyślona, ale jasno obrazuje mentalność
Polaków, wciąż obawiamy się wojny z Rosją. Co udowodniłem, w
pierwszej części tego tekstu. Od 10 kwietnia 2010 roku minęły
ponad dwa lata; gdzie są rosyjskie czołgi i samoloty? Dlaczego
Rosjanie nie wykorzystali znakomitej okazji? Dlaczego diabeł
wcielony Władimir Putin czule obejmował premiera Tuska zamiast
strzelić mu w tył głowy jak na byłego oficera KGB przystało?
Czemu Rosjanie nie skonsumowali owoców udanego „zamachu” i nie
wkroczyli do osłabionej i pogrążonej w żałobie Polski? Odpowiedź
na to pytanie jest jasna, Rosja nie musi podbijać Polski, ma dość
własnego terytorium. Choć w obecnych czasach wojen nie toczy się
już o terytoria tylko o surowce naturalne, których nie mamy. Nie
było i nie będzie nowej wojny polsko-rosyjskiej. Tak samo jak nie
było żadnego „zamachu” na samolot w Smoleńsku. Rząd premiera
Tuska również nie mógł przygotować owego zamachu. Kandydat PO w
wyborach prezydenckich miał pewne szanse w sondażach a śmierć
Kaczyńskiego tylko wzbudziła w ludziach współczucie i sympatię
dla jego brata, stąd tak wysoki wynik Jarosława Kaczyńskiego w
ostatnich wyborach.
Podsumowując, katastrofa Smoleńska była
tylko nieszczęśliwym wypadkiem, nie miała żadnych politycznych
przyczyn, nie przyniosła również żadnych konsekwencji, a w
historii bardzo niewiele rzeczy planuje się bez sensu.