niedziela, 17 lutego 2013

Upadek Europy Zachodniej?


Uwaga! Poniższa notka jest skrajnie nietolerancyjna, tendencyjna i operująca stereotypami, jeżeli ktoś poczuje się obrażony jej treścią, autor ostrzega i nie ponosi za to odpowiedzialności.

Zastanawialiście się państwo kiedyś, co przyczyni się do upadku cywilizacji Europy Zachodniej? Ostatnio coraz częściej dochodzę do wniosku, że znam odpowiedź na to pytanie. Otóż do upadku Zachodu walnie przyczyni się tolerancja i poprawność polityczna. Mówię to jako osoba dość tolerancyjna, choć może raczej niepoprawna politycznie. Dzisiejsza notka będzie dość ostra w swej treści, więc na wstępie przedstawię swój pogląd na tolerancję względem mniejszości. Osobiście, jak już wspomniałem jestem tolerancyjny, oczywiście z pewnymi zastrzeżeniami, jak na prawicowca przystało. Nie przeszkadzają mi mniejszości etniczne w Polsce, ponieważ jest ich tu niezwykle mało i nie są dostrzegalni; darzę olbrzymim szacunkiem Żydów, o czym już pisałem; natomiast jeśli chodzi o mniejszości seksualne, to nie obchodzą mnie dopóki nie afiszują się ze swoją seksualnością na paradach itp. Naprawdę, nie przeszkadza mi dwóch mężczyzn trzymających się za ręce, ale już ostentacyjne przyznawanie się do homoseksualizmu i robienie na tym kariery w show-biznesie lub polityce już mnie odstręcza. Jednak nie o tym chciałem pisać, to temat na osobną notkę. Pomimo swojej tolerancji z coraz większym niepokojem śledzę doniesienia o narastającym rozbestwieniu się w Europie Zachodniej muzułmanów. Nie ulega wątpliwości, że mieszkańcy Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu w swej masie, stoją na niższym poziomie cywilizacyjnym niż Europejczycy z Zachodu; proszę mnie źle nie zrozumieć, rozumiem te słowa jako historyk, muzułmanie przypominają mi XIX-wiecznych Europejczyków. Są agresywni w tłumie oraz szalenie bogobojni, to daje im znaczną przewagę nad laicyzującą się Europą, posiadają wiele dzieci, więc ich przyrost naturalny jest znacznie większy niż u Europejczyków. Ich kultura znacząco różni się od naszej; nie dotarła do nich XX-wieczna rewolucja seksualna, i zeświecczenie społeczeństw. Do tego dochodzi islam jako religia zawierająca w sobie elementy niezrozumiałe dla chrześcijan, na przykład w przypadku podejścia do kobiet; zawierająca także szalenie niebezpieczną doktrynę o świętej wojnie, uczeni muzułmańscy mogą twierdzić, że jest to przenośnia, jednak większość odnosi się do tego fragmentu Koranu dosłownie. Jeśli skonfrontuje się muzułmanów ze współczesnymi Europejczykami, odchodzącymi od religii, nastawionymi na karierę zawodową, posiadającymi niewiele dzieci i, co najgorsze, tolerancyjnymi to ośmielam się stwierdzić, że muzułmanie nakryją nas czapkami.
Dlaczego tak jest, otóż wpuszczając do naszych krajów element obcy kulturowo, pozwalając mu budować swoje świątynie, kultywować swoją kulturę i język kopiemy sobie grób. Muzułmanie wcale nie są tolerancyjni, dla nich chrześcijanie to niewierni, których trzeba nawrócić na islam, gdyż jesteśmy w połowie drogi do piekła. Za kilkadziesiąt, kilkanaście lat muzułmanie mogą przejąć władzę w Europie, a wtedy wszyscy będziemy musieli modlić się do Allaha, Europejki będą musiały nosić czadory, nasze dzieci w szkołach będą wkuwały na pamięć wersety Koranu, a tolerancyjni homoseksualiści zostaną w najlepszym wypadku pozamykani do więzień. Co więc powinniśmy zrobić? Zasymilować lub deportować! Premier Australii już teraz ogłosił, że mieszkający na wyspie muzułmanie, jeśli się nie nauczą się języka angielskiego i nie będą przestrzegać australijskiego prawa, zostaną deportowani; czyli jednak można w dzisiejszym cywilizowanym świecie rządzić twardą ręką. Europa od wieków broniła się przed islamem, musimy sprawić muzułmanom kolejne Poitiers, Lepanto lub Wiedeń. Czy muzułmanie są winni temu stanowi rzeczy? Oczywiście nie! Winni są tylko i wyłącznie Europejczycy. Nie dziwię się muzułmanom, że prowadzą swoją ekspansję w kierunku tak bogatego i podatnego gruntu jakim jest Europa, zwłaszcza, że Europejczycy sami ich zapraszają. Poniżej publikują dwa filmy, które są dobrą ilustracją i potwierdzeniem moich słówm


niedziela, 3 lutego 2013

Stosunki polsko-rosyjskie i katastrofa smolenska


Dzisiejsza notka, ponownie, w dwóch częściach. Zajmę się dziś stosunkami polsko-rosyjskimi; tak więc, część pierwszą poświęcę na na krótki, szkolny kurs stosunków z naszym wschodnim sąsiadem na przestrzeni dziejów, a w drugiej części przedstawię swój punkt widzenia na wydarzenie najbardziej obecnie zajmujące w tych stosunkach – katastrofę smoleńską.
Nie ulega wątpliwość, że z Rusinami, Rosjanami i bolszewikami biliśmy się w naszej historii często. Można nawet ostrożnie założyć, że ze wschodnim sąsiadem toczyliśmy wojny najczęściej spośród wszystkich. Od czasów Bolesława Chrobrego i jego wypraw na Kijów, jak również, jego wielkiego naśladowcy Bolesława Szczodrego vel Śmiałego aż do czasów rozbicia dzielnicowego. Wyprawy te wpisywały się w ogólny trend wypraw wojennych groźnych Bolesławów epoki wczesnopiastowskiej. Ruś Kijowska nie była wcale głównym celem wypraw Piastów, lepsze były Czechy, bo bogatsze, a łatwiejsze do złupienia niż, np. Rzesza, częste były również krótkotrwałe sojusze i mariaże, w dwóch słowach: normalna dyplomacja. W okresie rozbicia dzielnicowego nasze stosunki z sąsiadami były skomplikowane, a biorąc pod uwagę fakt, że Ruś również była podzielona to opisywanie tutaj kontaktów wszystkich książąt Piastowskich ze wszystkimi książętami ruskimi zajęłoby zbyt wiele miejsca. Faktem jest natomiast, że kiedy Królestwo Polskie podnosiło się z upadku Wschód wciąż był rozbity i w dodatku przytłamszony tatarskim jarzmem. Był to łatwy i smakowity kąsek dla Korony Kazimierza Wielkiego, który rekompensując sobie utracone przez ojca Pomorze Gdańskie podbił Ruś Halicką i Włodzimierską, których losy były zmienne w szalonych czasach Andegawenów a ostatecznie przyłączyła do naszego państwa król Jadwiga. Poza tym skrawkiem, w późnym średniowieczu stosunki polsko-rosyjskie nie istniały, rolę naszego wschodniego sąsiada spełniało Wielkie Księstwo Litewskie. Dopiero kolejne układy i unie z Litwą ponownie przeorientowały nas na, dalszy już w tym momencie, wschód. Oto daleko na północ i wschód od Kijowa szybko rozwijała się mała osada założona jako forpoczta księstwa Suzdalskiego – Moskwa. Księstwo Moskiewskie w epoce nowożytnej zrobiło oszałamiającą karierę. Rządzone przez mających silną władzę kniaziów szybko wchłonęło i pokonało sąsiednie księstwa ruskie włącznie w potężną i bogatą Republiką Nowogrodzką. Moskwa zaczęła zagrażać Litwie. Gdyby nie unia z Koroną, kolos na glinianych nogach, jakim była Litwa, pewnie szybko zostałby pokonany przez agresywne ksiąstewko. We wczesnej epoce nowożytnej w Rzeczposoplitej panowało przekonanie, że wrogowie północni, czyli Moskwa i Szwecja są na tyle słabi, że Litwa powinna dać sobie z nimi radę sama, Korona natomiast musi bronić kraj przed Tatarami i Turkami z południa. Jednak Polacy musieli wielokrotnie pomagać Litwinom z ich przeciwnikami. Moskwa, która dążyła do zagarnięcia wszystkich ziem ruskich traktowała Litwę jako swojego naturalnego wroga, do tego doszły jeszcze próby dojścia do Bałtyku. Kolejna wielka wojna stoczona została za czasów Stefana Batorego. Udało nam się zdobyć moskiewskie twierdze Połock i Wielkie Łuki odcinając tym samym Iwana Groźnego od Inflant.
Za czasów naszego następnego króla, Zygmunta III to my z kolei wyrządziliśmy Rosjanom wielką krzywdę – dymitriady i Wielką Smutę. Nasze wojska pokonały Rosjan w świetnej bitwie pod Kłuszynem, zajęliśmy Moskwę, osadziliśmy na tronie przychylnego nam cara i plądrowaliśmy kraj, w dodatku zrobiliśmy to dwukrotnie! Rosjanie mają o co mieć do nas żal. Niestety, albo na szczęście, nasza szansa została zmarnowana, Władysław Waza nie został carem. Za to już jako król poprowadził kolejną wyprawę na wschód i odzyskał Smoleńsk. Za panowania jego brata Rosjanie ruszyli do kontrataku. Wyprawa cara Aleksego zalała Litwę aż po Wilno, na szczęście (sic!) chwilę później zalali nas również Szwedzi i przestraszony Aleksy stracił impet. Kiedy Szwedów już wygoniliśmy pozbycie się Hiperborejczyków było już tylko kwestią czasu (doskonałe zwycięstwo pod Cudnowem). Jednakże utraciliśmy część wschodnich terenów. Z powodu kozaków, straciliśmy pół Ukrainy z Kijowem (kozacy przejechali się na tym jak Zabłocki na mydle, gdyż o ile w Rz-plitej mieli jeszcze jakieś swobody to w rządzonej nieomal despotycznie Rosji zostali szybko stłamszeni). Oderwano od nas również ostatecznie ziemie Smoleńską, Siewierską i Czernichowską. W XVIII w. Nastąpiło ogólne rozprzężenie naszego państwa, o ile jeszcze za Augusta Mocnego układaliśmy się z Piotrem I przeciw Szwecji (obaj panowie ponoć mocno się upili podczas rozmów) co skończyło się splądrowaniem neutralnej Rzeczpospolitej w Wielkiej Wojnie Północnej; o tyle dalsze czasy saskie to już tylko powolna degrengolada państwa i wzrost potęgi Rosji. No i stało się, w czasach Stanisławowskich byliśmy już tylko marionetką potężnego wschodniego sąsiada, a jak marionetka zepsuła się do reszty to rozebrano ją na części i przerobiono na surowce wtórne – Królestwo Polskie, Wielkie Księstwo Poznańskie i Królestwo Galicji i Lodomerii. Oczywiście wcześniej mieliśmy kilka ostatnich podrygów – najpierw wojna w obronie Konstytucji, powstanie Kościuszkowskie, później wyprawa na Moskwę wraz z Napoleonem (swoją drogą, byliśmy w Moskwie w 1612 i 1812; szansa na powtórzenie tego trendu w 2012 roku jednak minęła), jednak ostatecznie wszystko to zakończyło się porażką. Tak się stało, że największa część Polski stała się Rosją. Romantyczne powstania przynosiły już mniej romantyczne klęski. W końcu Wielka Wojna, o którą modlił się Mickiewicz, w której Polak niemiecki strzelał do Polaka rosyjskiego i upragniona niepodległość i znów wojna, w której znów pokazaliśmy nasz dawny pazur i ponownie udowodniliśmy, że Polacy jednaj potrafią zwyciężać. Rok 1920 był bez wątpienia zbawienny nie tylko dla Polski, ale dla całej Europy. A później kolejne 20 lat przygotowań do wojny z Moskwą, którą II RP traktowała jako swego głównego wroga, lecz w tym wypadku zagrożenie było realne. I nastał rok 1939 przynosząc wojnę, do której nie byliśmy przygotowani spotęgowaną dodatkowym ciosem w plecy od bolszewików. I po raz kolejny stało się, że część Polski stało się Rosją. Po horrorze hitlerowskim przetoczyła się przez nasz kraj niszczycielska maszyna Armii Czerwonej pozostawiając po sobie już tylko czerwień. I stało się, że po raz trzeci, już cała Polska stała się Rosją, tylko trochę subtelniej. Staliśmy się zabawnym barakiem i przyjęliśmy najgłupszy ustrój świata właśnie dzięki naszemu wschodniemu sąsiadowi. Przez pół wieku byliśmy zależni i degenerowani. Ale ludzie są istotami rozumnymi, które wciąż podświadomie dążą do szczęścia, którego nie da się osiągnąć w państwie realnego socjalizmu, zwłaszcza na wzór radziecki. W końcu obaliliśmy komunę i uniezależniliśmy się od Rosji, która też stała się inną Rosją, może nie idealną, ale jednak inną. Ale coś w nas po tym tysiącu lat wzajemnych wojen i robienia sobie świństw pozostało i będą potrzebne dziesięciolecia by to naprawić.

Katastrofa smoleńska to bez wątpienia jedno z najważniejszych wydarzeń w historii polski ostatniej dekady. Bystrzejsi czytelnicy już w poprzednim zdaniu mogli odnaleźć jasny dowód na moje stanowisko w sprawie tego wydarzenia. Celowo napisałem „katastrofa”, gdyż jest rzeczą oczywistą, że rozbicie się pod Smoleńskiem prezydenckiego samolotu było wypadkiem spowodowanym błędem polskich pilotów, niesprzyjającą aurą i możliwe, że również zaniedbaniami ze strony naziemnej kontroli lotu. Nie było żadnego zamachu i każdy kto twierdzi inaczej, albo stara się ugrać na tym jakiś polityczny interes, albo cechuje się nad wyraz ograniczonym umysłem. Postaram się poprzeć moją śmiałą tezę jako historyk. Historia nie jest bowiem tylko zbiorem faktów, dat i nazwisk z przeszłości, to również, a może przede wszystkim wyciąganie wniosków i krytyczna ocena wydarzeń pod kątem przyczyn i skutków. I właśnie o tych ostatnich chciałem napisać. Zakładając, że Rosjanie mieli jakiś cel w zlikwidowaniu Lecha Kaczyńskiego, swoją drogą polityka miernego, nieprzystosowanego do realnej polityki, kierującego się sentymentami i własnymi uprzedzeniami. Jakie kroki podjęli po jego śmierci w stosunkach dyplomatycznych z Polską? Żadne! Bardziej przemawiająca jest śmierć wysokiej rangi oficerów Wojska Polskiego, była to strata dużo bardziej niebezpieczna niż śmierć prezydenta, który w Polsce nie posiada zbyt wielkiej władzy i jego nagłe zniknięcie nie powoduje paraliżu państwa. Wracając do generałów, na krótko po 10 kwietnia w mediach zaczęła krążyć plotka o przepowiedni Nostradamusa, jakoby ów średniowieczny wizjoner przewidział smoleńską katastrofę, przepowiednia składała się z dwóch części, pierwsza zawierała opis katastrofy samolotu, druga natomiast była wizją napaści naszego wschodniego sąsiada. Przepowiednia była zmyślona, ale jasno obrazuje mentalność Polaków, wciąż obawiamy się wojny z Rosją. Co udowodniłem, w pierwszej części tego tekstu. Od 10 kwietnia 2010 roku minęły ponad dwa lata; gdzie są rosyjskie czołgi i samoloty? Dlaczego Rosjanie nie wykorzystali znakomitej okazji? Dlaczego diabeł wcielony Władimir Putin czule obejmował premiera Tuska zamiast strzelić mu w tył głowy jak na byłego oficera KGB przystało? Czemu Rosjanie nie skonsumowali owoców udanego „zamachu” i nie wkroczyli do osłabionej i pogrążonej w żałobie Polski? Odpowiedź na to pytanie jest jasna, Rosja nie musi podbijać Polski, ma dość własnego terytorium. Choć w obecnych czasach wojen nie toczy się już o terytoria tylko o surowce naturalne, których nie mamy. Nie było i nie będzie nowej wojny polsko-rosyjskiej. Tak samo jak nie było żadnego „zamachu” na samolot w Smoleńsku. Rząd premiera Tuska również nie mógł przygotować owego zamachu. Kandydat PO w wyborach prezydenckich miał pewne szanse w sondażach a śmierć Kaczyńskiego tylko wzbudziła w ludziach współczucie i sympatię dla jego brata, stąd tak wysoki wynik Jarosława Kaczyńskiego w ostatnich wyborach.
Podsumowując, katastrofa Smoleńska była tylko nieszczęśliwym wypadkiem, nie miała żadnych politycznych przyczyn, nie przyniosła również żadnych konsekwencji, a w historii bardzo niewiele rzeczy planuje się bez sensu.

wtorek, 18 grudnia 2012

Jak wymawiać nazwiska marszałków Napoleona


Spotkałem się ostatnio z faktem, że olbrzymi problem dla studentów stanowią nazwiska marszałków Napoleona. Nie ulega wątpliwości, że język francuski nie należy do szczególnie popularnych, a odznacza się tą paskudną przypadłością, że połowę głosek wymawia się inaczej niż Polak chciałby wymówić, a drugiej połowy nie wymawia się wcale. Dlatego też zamieszczam krótką ściągawkę z fonetycznym zapisem nazwisk marszałków francji epoki Napoleona I dla uczniów i studentów. Mam nadzieję, że komuś się przyda.
Uwagi na początek: we Francji 'r' wymawia się bardziej miękko, bardziej 'rh', ale nie należy przesadzać z tą miękkością. Z kolej 'u' wymawia się jak 'i', chyba, że występuje zbitka 'ou' wtedy czytamy 'u' lub 'au' czytamy 'o'.

Louis Alexandre Berthier - Bertie
Joachim Murat - Mira
Bon Adrien Jeannot de Moncey - de Monse
Jean-Baptiste Jourdan - Żurdą
André Masséna - Massena
Pierre Augereau - Ożro
Jean Baptiste Bernadotte - Bernadot
Nicolas Jean de Dieu Soult - Su
Guillaume Marie-Anne Brune - Brun
Jean Lannes - Lan
Édouard Adolphe Casimir Joseph Mortier - Mortie
Michel Ney - Nej
Louis Nicolas Davout - Dawu
Jean-Baptiste Bessières - Besier
François Christophe Kellermann - Kelerman
François Joseph Lefebvre - Lyfewr
Catherine Dominique de Pérignon - Perinion
Jean Mathieu Philibert Sérurier - Serurie
Claude Victor-Perrin - Wiktor-Perę
Etienne Jacques Joseph Alexandre Macdonald - Makdonald
Auguste Frédéric Louis Viesse de Marmont - de Marmą
Nicolas Charles Oudinot - Udino
Louis Gabriel Suchet - Sjusze
Laurent de Gouvion Saint-Cyr - Guwią Są-Sje
Józef Poniatowski - tu chyba nie powinno być problemów
Emmanuel de Grouchy - de Gruszi

niedziela, 25 listopada 2012

Antysemityzm


Antysemityzm kiedyś
Po kolejnym nieudanym powstaniu przeciw Rzymianom, Żydzi dekretem cesarskim zostali wygnani z Judei i otrzymali zakaz powracania do niej. Tak rozpoczęła się diaspora społeczności Żydowskiej, która trwa do dziś. Choć państwo Żydowskie zostało odtworzone po II Wojnie Światowej, wielu Żydów wciąż mieszka poza jego granicami. Rozproszenie Żydów po całym znanym w historii świecie jest przyczyną ich fenomenu, ale również przekleństwem. Fakt, że przez niecałe dwa tysiąclecia zachowali oni swoją odrębną kulturę i religię i nie zanikli ze swoją tożsamością jest właśnie ich fenomenem. Jednakże przekleństwem Żydów stał się antysemityzm, o którym traktuje niniejsza notka. Skąd się on wziął i jak przejawiał się w historii? Kiedy chrześcijaństwo stało się religią dominującą na świecie, powstała istotna luka w gospodarce i finansach; chodzi o możliwość udzielania pożyczek. Chrześcijaństwo zabraniało lichwy, czyli pobierania procentu od pożyczonej kwoty, Żydzi pozbawieni byli tego ograniczenia, więc naturalną koleją rzeczy zostali oni pierwszymi pożyczkodawcami na szeroką skalę. Jednak z pożyczkobiorcami czasem bywa tak, że nie są chętni do oddawania długów, zwłaszcza w przeszłości, w której życie było tańsze niż obecnie, co wielokrotnie już opisywałem. Czasem zdarzało się tak, że zadłużony chrześcijanin wymyślał niestworzone rzeczy o Żydach (zatruwanie studni, zabijanie dzieci, roznoszenie chorób) i podburzał tłum do  ich pogromu, pozbywając się tym samym kłopotliwych długów. Również Nowy Testament stawiał Semitów w niekorzystnym świetle, co w ultrakatolickiej średniowiecznej Europie było wygodnym pretekstem do wyżej opisanych praktyk. Wróćmy jeszcze na chwilę do zaraz. Choć ludzie w średniowieczu nie stronili od wody, kąpali się znacznie rzadziej niż Żydzi, a w apogeum epidemii, czyli wieku XIII powstała teoria, iż morowe powietrze wnika do człowieka przez pory w czystej skórze, które należy zapchać  brudem. Żydzi nie ulegli tej modzie, więc chorowali znacznie rzadziej. Przyczyniło się to do oskarżania ich o roznoszenie zarazy. Obcość kultury i religii żydowskiej, ich hermetyczność i brak asymilacji również nie przyczyniły się do zwiększenia sympatii do nich.
Stan taki trwał w historii, a bzdurne opowiastki dłużników przerodziły się w legendy i stereotypy. Nadeszła w końcu największa tragedia Żydów – nazizm. Apogeum nienawiści do Żydów i próba ich fizycznej eksterminacji. Jednakże jakby to brutalnie i sprzecznie nie zabrzmiało nazizm miał dla Żydów pozytywne skutki. Ogrom okrucieństwa był jak kubeł zimnej wody na rozpalone antysemityzmem głowy Europejczyków; przekonano się do czego może prowadzić nienawiści doprowadzona do ekstremum. Obecnie więc żyjemy w czasach, w których panuje tolerancja rasowa i wyznaniowa, nienawiści do innych jest tematem wstydliwym i tabu. Ale czy na pewno?

Antysemityzm dzisiaj
Nie czuję się kompetentny, jeśli chodzi o cały świat, czy Europę, ale śmiało mogę powiedzieć, że żyjemy w kraju ultra-antysemickim. Polacy nienawidzą Żydów i wcale się tego nie wstydzą. Oczywiście nie usłyszą, tego państwo w telewizji lub radiu, tam panuje poprawność polityczna, co innego jest z prasą i Internetem, papier (również wirtualny) zniesie wszystko. O wszelkie występki, zło, spiski i klęski Polacy oskarżają Żydów. Jest to bardzo wygodne, gdyż Żydów w Polsce nie ma; ale Polak wie lepiej, Żyd – źródło wszelkiego zła gdzieś jest, czai się w zakamarkach i tylko czyha na nasze mienie, wolność i niepodległość. Nazwanie kogoś Żydem, jest jedną z największych obelg, tuż obok pedała. Uważa się, że większość  polskich polityków do Żydzi, dlatego się ich tak nie cierpi (drodzy państwo, to nie Żydzi, to tylko socjaliści). Większość Polaków najpewniej w swoim całym życiu Żyda nie spotka, autor niniejszej notki znał kiedyś jedną Żydówkę (i wciąż żyje, jest wolny i posiadający). Tyle suchych faktów, przychodzi czas na refleksję. Każdy człowiek jest inny, ludzie z reguły nie dzielą się na dobrych i złych; raczej na mądrych i głupich, mądrzy i głupi występują w każdej grupie społecznej, narodzie i religii. Bywają mądrzy menele i głupi profesorowie, mądrzy więźniowie i głupi ministrowie, mądrzy Żydzi i głupi chrześcijanie, mądrzy chrześcijanie i głupi Żydzi. [No dobrze, nie ma mądrych socjalistów, ale „socjaliści to nie ludzie; to forma pośrednia między małpą a człowiekiem”, więc ich zostawmy.] Tak więc drodzy rodacy, przestańcie nienawidzić Żydów, zacznijcie zwalczać głupotę!

środa, 31 października 2012

Kapitalizm


Obiecałem napisać wpis o kapitalizmie. Należy pisać o tym zjawisku gospodarczym, aby uświadomić ludziom, że to co ich otacza, szumnie kapitalizmem nazywane, wcale nim nie jest. W Polsce, ani w Europie kapitalizm nie istnieje, nie ma go również w Ameryce. Obecnie najbliższe kapitalizmowi są azjatyckie tygrysy takie jak Hongkong, czy Singapur. Ustrój gospodarczy panujący w Europie i Ameryce to socjalizm, panuje on od początku XX wieku i zadomowił się już w naszych umysłach. Kapitalizm i wolny rynek to najbardziej pierwotny i naturalny system gospodarczy, odkąd człowiek stworzył cywilizację, tylko praca własnych rąk była przyczyną bogactwa ludzi i państw. Oczywiście od razu można wysunąć kontrargument, że przecież rzymscy latyfundyści, czy średniowieczni rycerze nie pracowali na swoich polach, tylko wykorzystywali niewolników lub chłopów pańszczyźnianych. Należy jednak pamiętać, że jeśli mówimy o niewolnikach to byli traktowani jako siła wytwórcza, a nie ludzie, starożytni uważali niewolnika za instrumentum vocale, może to zabrzmieć brutalnie, ale obszarnik, na którego polu pracowali niewolnicy w tamtych czasach nie różnił się od rzemieślnika używającego młotka czy dłuta. Wracając do kapitalizmu, zawsze było tak, że aby coś dostać trzeba było za to zapłacić, aby mieć czym, trzeba było pracować i zarabiać. Jeśli ktoś daje nam coś za darmo, to jest w 100% pewne, że wcześniej komuś to odebrał. Jeśli dziś mamy za darmo szkołę lub szpital to tylko kosztem tego, że państwo obrabowało ludzi zdrowych i nieposiadających dzieci. W dzisiejszym świecie nie trzeba się starać, uczniowie nie muszą się uczyć, pracownicy nie muszą dbać o jakość swoich produktów (jest to nawet niewskazane); bo państwo nam da zasiłek lub rentę. Nasze społeczeństwo powoli się degeneruje, mamy coraz więcej słabych, schorowanych lub głupich wokół siebie; szczytem ambicji wielu ludzi jest bezmyślne gapienie się w telewizor, lub coraz częściej, komputer. Wszystko to jest wina państwa opiekuńczego i socjalizmu. Naprawdę chciałbym żyć w kapitalizmie. Chciałbym, aby premiowana była pracowitość i inteligencja, a nie bylejakość. Chciałbym dużo zarabiać, i żeby państwo nie ograbiało mnie z moich pieniędzy podatkami. Recepta na kapitalizm jest prosta jak konstrukcja cepa: prywatyzacja (wszystkiego!), redukcja administracji do minimum, zniesienie przymusu ubezpieczeń (spójrzcie państwo na swoje zarobki brutto, czy nie stać by państwa było na leczenie się i szkołę dla dzieci za tę kwotę?), obniżenie podatków (zryczałtowany podatek pogłówny), możliwość założenia własnego biznesu bez jakiejkolwiek biurokracji, zniesienie wszelkiego socjalu (zasiłków dla bezrobotnych przede wszystkim!). Każdy musi pracować, każdy zarabia, każdy kupuje i stąd bierze się dobrobyt. No właśnie, a co z osobami, które nie mogą pracować? Niepełnosprawni przykuci do łóżka? Jedyny wyjątek, jeśli rodziny nie stać na utrzymywanie ich lub nie mają rodziny to tylko takie osoby powinny być utrzymywane przez państwo lub organizacje charytatywne. Reszta, nie pracujesz – umierasz z głodu!

niedziela, 28 października 2012

Czasy, w których żyjemy


Czytając o historii czasem zastanawiamy się nad tym, w jakich czasach chcielibyśmy żyć, gdybyśmy mieli możliwość takiego wyboru. Któż z nas nie myślał kiedyś o wynalezieniu wehikułu czasu? Niektórzy po to by naprawić błędy z przeszłości lub też by cofnąć się w czasie i przy użyciu nowoczesnej technologii zapanować nad światem. A może, żeby uczynić Polskę światowym mocarstwem (kanwa niektórych opowiadań Andrzeja Pilipiuka). Czasem można też mieć marzenie, po prostu wybrać sobie jakieś ciekawe czasy i żyć w nich, tak jak żyli zwykli ludzie. Historyk na pytanie o to, w jakich czasach chciałby żyć, choćby nie wiem jak kochał jakąś epokę historyczną, najczęściej odpowie, że najchętniej żyłby w czasach obecnych. Ja również możliwość cofnięcia się w czasie traktowałbym raczej jak przekleństwo niż spełnienie marzeń. Zagłębiając się w historię odkrywamy coraz więcej mroku. Czasy minione coraz bardziej odbiegają od pokazywanych nam w szkole obrazów walecznych rycerzy, dzielnych odkrywców, czy sielankowości nieskażonej przyrody i ożywczego braku nowoczesnej technologii. Nasza historia była okrutna, brudna i głodna. Dawniej życie było tanie, ludzie narażeni byli na olbrzymią ilość klęsk, z których większość z nas w życiu się nie spotka. Niebezpieczeństwem mógł być np. przemarsz wojska, obojętnie swojego czy obcego. Olbrzymia ilość głodnych, uzbrojonych i pewnych siebie mężczyzn, która rabowała i gwałciła wszystko co znajdzie na swojej drodze, jeśli tylko nie była trzymana w ryzach przez charyzmatycznego dowódcę, a najczęściej nie była. Kilkudniowe obozowanie armii prowadziło również do klęski ekologicznej. Najczęściej okolice takiego obozu przypominały jedno wielkie szambo, które doprowadzało do powstawania epidemii. To właśnie kolejny mankament przeszłości – choroby. Dopiero XIX wiek przyniósł rozwój medycyny, a XX świadomości społecznej o roli higieny i profilaktyki. Wcześniej ludzi dziesiątkowały choroby, które obecnie są dla nas zwyczajną, uciążliwą rutyną, jak na przykład grypa. Do tego dochodzą wszelkiego gatunku pasożyty, które były domeną nie tylko najbiedniejszych, ale również wyższych sfer. Strasznym znamieniem minionych wieków był głód. Dopiero upowszechnienie się uprawy kartofli w XVIII i XIX wiekach stopniowo zaczęło poprawiać ogólne odżywienie Europejczyków; chociaż nawet w XX wieku zdarzały się klęski głodu (wywołane sztucznie przez wojny światowe lub komunistów). Wcześniej ludzie byli słabo odżywieni lub regularnie głodowali na przednówku. Nie do zniesienia dla współczesnych było również surowe prawo, do oświecenia naszpikowane torturami i karami śmierci. To tylko największe z niebezpieczeństw historii, była ich jeszcze cała masa. Jak więc ludziom tym udało się przetrwać? W końcu ludzi coraz bardziej przybywało na świecie, stworzyli oni cywilizację, kulturę, wspaniałe wynalazki, toczyli wojny, w których byli zwycięzcy; jakim cudem im się to udało? Ponieważ wśród całej ludzkości przetrwali tylko najsilniejsi, najodporniejsi i najmądrzejsi. Nie potrzeba było spartańskiego urzędnika, który oceniał, czy dziecko jest słabe czy silne. Darwinizm społeczny skutecznie eliminował jednostki, które nie byłyby w stanie przetrwać. Panowała olbrzymia śmiertelność niemowląt, ale też z powodu braku antykoncepcji (lub jej prymitywnych form) rodziło się znacznie więcej dzieci niż obecnie. Dziecko, które przeżyło pierwsze kilka lat życia miało znacznie większe szanse dożyć nawet 60 czy 70 lat. Jednakże człowiek współczesny, o fatalnej odporności, naszpikowany alergiami, przyzwyczajony do wygód, antybiotyków, sklepów pełnych żywności i bezpieczeństwa nie przetrwałby poza XX wiekiem nawet miesiąca. Oczywiście wszystko zależy do klasy społecznej, nie zawsze można było urodzić się chłopem (choć była na to szansa od 85 do 98%), zawsze można było urodzić się możnym magnatem z olbrzymią ilością pieniędzy, prywatnymi lekarzami i nie musieć martwić się niczym tylko jeździć konno po lesie i polować. Tak jak w czasach obecnych, można urodzić się dziedzicem majątku miliarderów, lub też w slumsach Bangladeszu. Jedno jest pewne, z pewnością nie chciałbym być królem. Król to była najgorsza fucha w historii. Naprawdę.

wtorek, 16 października 2012

Orientacja polityczna polskich partii


Zasadniczo partie polityczne możemy podzielić na prawicę i lewicę, jest to stary podział mający swój rodowód w Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Partie, które chciały szybkich i radykalnych zmian zasiadły po stronie lewej; natomiast partie, które wolały wprowadzać zmiany wolniej, na drodze ewolucji, po prawej. Oczywiście największą rzeszę stanowiło niezdecydowane centrum, czyli bagno. Podział ten niestety jest już nieaktualny i mało precyzyjny. Wielość podgatunków i doktryn politycznych uniemożliwia usytuowania partii na osi prawo-lewo. Taki problem zaistniał już w dwudziestoleciu międzywojennym. Jeśli na prawo postawimy monarchistów, na lewo powinni być demokraci. Konserwatyści na prawicy przeciwstawiają się liberałom na lewicy. Stawianie po prawej faszyzmu i przeciwstawienie go komunizmowi jest błędem. Faszyzm i nazizm to poglądy socjalistyczne i powinny znaleźć się po lewej stronie osi. A co zrobić dzisiaj, kiedy partie nie posiadają nawet programów a tylko slogany i prześcigają się w obietnicach? Jeśli przyjrzymy się obietnicom wyborczym współczesnych polskich polityków to do każdej nazwy partii (z wyjątkiem jednej) należałoby dodać skrót PS, czyli: POPS, PiSPS, PSLPS, RPPS, SPPS, PJNPS, SLDPK. Co oznacza owo PS? Oczywiście Partia Socjalistyczna. Dlaczego tylko SLD dodałem PK? To skrót od Partia Komunistyczna, należy nazywać rzeczy po imieniu. W końcu sam przewodniczący Miller zaproponował niedawno, że żeby ustrzec się przed kryzysem należy znacjonalizować część gospodarki. No cóż, głupich nie sieją. Dlaczego partie w Polsce są socjalistyczne? Partię socjalistyczną od liberalnej najłatwiej rozpoznać po jednej rzeczy: jeśli jej program zakłada, że pieniędzmi publicznymi dysponują urzędnicy to jest to socjalizm, a jeśli pieniędzmi dysponuje wolny handel to jest to liberalizm. Wszystkie wymienione wyżej partie socjalistyczne (i komunistyczna) chcą rządzić (lub rządzą) według jednego schematu: rząd zabiera ludziom pieniądze w podatkach i wydaje jak mu się podoba. W liberalizmie ludzie wydają pieniądze jak im się podoba, z pominięciem armii urzędników. Rząd liberalny nie powinien mieć żadnych spółek, nie powinien wcale ingerować w gospodarkę, nie powinien obywateli do niczego przymuszać (oczywiście poza płaceniem [rozsądnych] podatków, przestrzeganiem prawa i obroną ojczyzny; ale to są sprawy, o które obywateli sami powinni zabiegać, ze względu na swój patriotyzm). Rząd socjalistyczny pomaga najuboższym, dotuje nierentowne przedsiębiorstwa, zabiera wszystkim, żeby jakaś grupa mogła się leczyć, uczyć dzieci i dostawać emerytury lub renty. Przy okazji część zabranych pieniędzy rozkradając lub marnują. Efektem rządów socjalistycznych jest zadłużenie państwa (system socjalistyczny zawsze będzie potrzebował więcej pieniędzy niż ma) i kryzys, taki jak obecnie w Grecji i Hiszpanii. Obecnie w Europie i Ameryce Północnej nie ma państwa nie-socjalistycznego, stąd właśnie kryzys w tej części najbardziej cywilizowanego Pierwszego Świata. Obecnie najbardziej wolnorynkowym państwem świata jest Hongkong i tam kryzysu nie ma. Przeciwieństwem socjalizmu jest kapitalizm, o którym napiszę następnym razem.