We Francji w okresie Wielkiej Rewolucji
zapoczątkowano pewien podział parlamentarny, który obowiązuje do
dziś. W tym wpisie przedstawię historyczny podział polityków na
prawicę i lewicę. Otóż w zrewoltowanych Stanach Generalnych
zwolennicy szybkich, radykalnych zmian zasiedli po lewej stronie
sali; natomiast opowiadający się za powolnymi i przemyślanymi
reformami, lub też na zachowaniu status quo usiedli po prawej.
Oczywiście najwięcej było niezdecydowanych, którzy zajęli
miejsca pośrodku i zostali pogardliwie nazwani bagnem. Podział ten
przyjął się i ugruntował w parlamentaryzmie XIX i XX wieku,
jednak z pewnymi zmianami. W wieku XIX, kiedy w Europie wciąż
panowały monarchie na lewicy zasiadali liberałowie, zwolennicy
demokracji i republikanie. Prawicę zaś tworzyli monarchiści i
reakcjoniści. Socjaliści z kolei byli pogardzani i w ogóle nie
brani pod uwagę. Im bliżej schyłku XIX stulecia socjaliści
dochodzili do coraz większego znaczenia; już w latach 50. i 60. we
Francji rządził przychylny im Napoleon III. Na prawicy zaś
pojawili się chadecy czyli zwolennicy poglądów chrześcijańskich
w polityce. Przed I Wojną Światową podział wyglądał
następująco: od lewej socjaliści, libertarianie, liberałowie,
centrum, chadecy, konserwatyści i monarchiści najdalej na prawo.
Komuniści natomiast stanowili groźną sektę, niedopuszczaną do
rządów. 20-lecie międzywojenne przynosi istotną zmianę w
polityce, pojawiają się nowe doktryny polityczne. Zaczyna również
funkcjonować pierwszy kraj, w którym władzę przejęli komuniści
– bolszewicka Rosja. Zapoczątkowanie idei faszystowskiej przynosi
zamęt w dotychczasowym podziale na lewicę i prawicę. Faszyści z
definicji powinni znajdować się po lewej stronie, ale tam rozsiadł
się już wygodnie, nienawidzony przez nich komunizm, dlatego też
faszyści zaczęli uważać się za radykalną prawicę co kłóci
się z ich socjalistycznym rodowodem. Powstał więc równoległy
podział, obok dotychczasowego: (liberalizm po lewej, konserwatyzm po
prawej) komunizm, socjalizm, partie chłopskie, chadecja,
konserwatyzm, faszyzm, nazizm. No właśnie, nazizm; faszyzm w
odsłonie Adolfa Hitlera połączył idee włoskie z narodowymi.
Abstrahując od rasizmu i ksenofobii nazistów, mamy tu postawienie
interesów własnego narodu na piedestale i rozwiązania
socjalistyczne. Trzeba pamiętać, że Hitler był socjalistą, a
jego partia NSDAP to Narodowo-SOCJALISTYCZNA ROBOTNICZA Partia
Niemiec. To powinno usytuować ją na lewo tuż obok komunizmu.
Obalenie idei faszystowskich w Europie podczas II Wojny Światowej
rozwiązało problem faszystów. Nastąpiła również pogoda na
demokrację, monarchie odchodziły w niebyt historii i do dzisiaj
ustrój ten (nie biorąc pod uwagę reprezentacyjnych reliktów)
obowiązuje jedynie w Księstwie Liechtenstein. Tradycyjne podziały
zaczęły się zacierać, państwa europejskie coraz częściej
romansowały z socjalizmem a spora część Europy znalazła się pod
piekłem komunizmu. Z biegiem lat dobrobyt i pokój wypracowany przez
monarchie, kolonializm i wsparcie bogatych Stanów Zjednoczonych
rozleniwiały Europejczyków z zachodu. Europa pogrążyła się w
ruchomych piaskach socjalizmu i państwa opiekuńczego (co na jedno
wynika) czego efektem jest obecny kryzys gospodarczy. Jeśli dziś
spojrzymy na podział partii politycznych zobaczymy, że podział na
prawicę i lewicę taki jak w XIX wieku nie jest możliwy. Nie ma już
monarchistów, konserwatyści to tak naprawdę socjaliści
sprzeciwiający się aborcji, chadeków zlikwidowała decyzja papieża
o nieangażowanie się kleru w politykę, no i niem ma komunistów,
tyle dobrze. Jak sytuacja wygląda w Polsce? Tutaj odsyłam do mojej
notki o orientacji politycznej polskich partii.
Blog autorski o tematyce politycznej, historycznej, ekonomicznej, filozoficznej i edukacyjnej.
sobota, 13 kwietnia 2013
sobota, 16 marca 2013
Kto po Tusku?
Dziś nieco o polityce. Od dłuższego
czasu w Internecie utrzymuje się pewien trend, otóż internauci
nienawidzą Donalda Tuska i rządów PO; można to porównać tylko z
nienawiścią jaką darzyli rządy PiSu w latach 2005-2007. O ile za
pierwszej kadencji PO jeszcze było tolerowane to już od początku
następnej kadencji Tusk podpadł internautom i do dziś nie
odbudował swojego dobrego wizerunku. Co najbardziej doskwiera
internetowej społeczności? Najważniejszym impulsem była sprawa
umowy ACTA, którą chciano podpisać zimą ubiegłego roku, to
przeważyło czarę goryczy po wielu innych niepowodzeniach rządu.
Natomiast szczególną niechęć i to utrzymującą się permanentnie
zaskarbił sobie premier podwyżką podatku VAT. Dlaczego piszę
tylko o internautach? Gdyż w tym środowisku najlepiej się
orientuję, telewizji nie oglądam, choć domyślam się, że stacje
raczej przekonują społeczeństwo, że wszyscy kochają PO i Tuska;
prasa zaś jest skrajnie prawicowa albo skrajnie lewicowa lub też
powiela wzorce telewizyjne. Jest jedna bezstronna gazeta, którą
czytuję, ale nie będę robił jej tu reklamy. Internet natomiast
jest soczewką skupiającą nastroje społeczeństwa i jest w swej
olbrzymiej masie i różnorodności najbardziej obiektywny. Wróćmy
do wątku głównego. Rządy PO są na razie stabilne, w koalicji nie
ma tarć i choćby opozycja stawała na głowie nie będzie
przyśpieszonych wyborów. Przyjmując jednak, że takowe się
odbędą, kto byłby w stanie zastąpić Donalda Tuska? Zaczynamy
wyliczankę. Profesor Glinski? Sterowany zza pleców przez Jarosława
Kaczyńskiego premier z tabletu posiadający ober-socjalistyczny
program? Proszę Państwa bądźmy poważni, tysiąc złotych
miesięcznie dla rodziców na dziecko – po pierwsze z czego? Budżet
trzeszczy w szwach, podatki już i tak za wysokie, dopłaty unijne
kiedyś się skończą, a pan profesor lekką ręką szasta nie
swoimi pieniędzmi. No, ale jeśli chcemy mieć drugą Grecją to
proszę bardzo. Program Glińskiego to czysty populizm wymyślony
zapewne przez geniuszy z PiSu, żeby tylko dorwać się do stołków
i ponownie spijać śmietankę. Na szczęście PiS przy swoim 25%
poparciu nawet jeśli zwycięży w wyborach nie będzie rządził
gdyż nie posiada nawet znikomej zdolności koalicyjnej, ze
wszystkimi jest skłócony. Zakładam, że gdyby PiS wygrał wybory
będzie się miotał przez kilka miesięcy po czym zrezygnuje z
rządzenia tak jak poprzednio, nie daję im nawet dwóch lat.
Kolejnym kandydatem jest lewica; nowy twór panów Kwaśniewskiego i
Palikota być może obecnie ma 17% poparcia, ale jest to spowodowane
wyłącznie urokiem jego nowości, kiedy Janusz Palikot zakładał
partię swego imienia ludzie też oszaleli na jego punkcie, a później
gdy tylko wszedł do sejmu po kolei zaczął rozczarowywać sobą
lewicowy elektorat. Tak samo będzie z Europą Plus, jej poparcie
będzie z czasem malało. Elektorat lewicowy w Polsce to najwyżej
około 1/3 wyborców i jest to zbyt mała liczba by któraś z
pączkujących i wciąż dzielących się partii lewicowych osiągnęła
wysoki wynik. To samo dotyczy się SLD, które mocno straciło po
powstaniu Ruchu Palikota i powoli odbudowywało poparcie, kiedy ten
drugi je tracił, to działa jak system naczyń połączonych. I
jeśli Leszek Miller za czasów swoich rządów wprowadził kilka
sensownych rozwiązań to obecnie, przy radykalizacji nastrojów w
Polsce coraz bardziej wyłazi z niego stary komunista, którym
przecież kiedyś był. Jedyną ogólnie lubianą postacią w SLD
jest Ryszard Kalisz (nie przeze mnie oczywiście, ja nie cierpię
żadnych socjalistów), a jego ostatni konflikt z przewodniczącym z
pewnością nie przysporzy temu ostatniemu popularności. Jeśli
chodzi o partie rolnicze, czyli obecnie wyłącznie PSL, to jest to
partia bez szans na zwycięstwo, za to z dużymi szansami na władzę,
chyba jako jedyna partia mogłaby wejść w koalicję z każdym i do
tego dobrze nadaje się jako partia samorządowa na obszarach
wiejskich. Chociaż, szczerze się przyznam, jej program jest mi
całkowicie obcy. Pozostają partię spoza parlamentu. Efemerydy jak
Solidarna Polska czy PJN, czyli wyrodne dzieci PiSu również nie
mają szans na władzę lub choćby wejście do sejmu. Myślę, że
zginą one śmiercią naturalną, pewnie stałoby się to już dawno
gdyby nie sztuczne podtrzymywanie je przy życiu przez telewizje,
które mają jakiś interes w ciągłym przypominaniu o nich, zapewne
chcą osłabić/wzmocnić PiS; niepotrzebne skreślić. O Polskiej
Partii Pracy, Państwo pozwolą, pisał nie będę ponieważ się tą
partią brzydzę i trochę mnie śmieszy. Jedyną partią w Polsce,
która ma porządny program gospodarczy jest Kongres Nowej Prawicy
Janusza Korwin-Mikkego. Ta partia mi osobiście odpowiada, jednakże
nie ma ona obecnie szans na władzę. Ostatnie sondaże dają jej
około 4% poparcia, lecz myślę, że wzrosłoby ono szybko gdyby nie
paskudny zwyczaj ignorowania tej partii przez telewizje głównego
nurtu. W najważniejszym kanałach telewizyjnych KNP nie istnieje a
jej przewodniczący pokazywany jest tylko w przypadku gdy jego
wypowiedzi ostrzej niż zazwyczaj dotkną jakiejś osoby lub grupy.
Czy Janusz Korwin-Mikke byłby dobrym premierem? Zapewne tak. Ale czy
będzie premierem? Z pewnością nie. No chyba, że ludzie przestaną
oglądać telewizję. Łatka oszołoma już na dobre przylgnęła do
tego polityka i odbrązowienia go to benedyktyńska praca na długie
lata. W dodatku sam zainteresowany w tym nie pomaga używając
ostrego języka i posiadając niezmienne, czasem skrajne poglądy, z
którymi większość Polaków się nie zgadza (choć nikt nigdy nie
powiedział, że większość ma rację). Któż zatem zamiast Tuska?
Z pewnością nawet się Państwo nie spodziewają odpowiedzi,
dziennikarze przyzwyczaili nas, że stawiają tezę i nie odpowiadają
na nią; bo przecież muszą być bezstronni, ale ja nie jestem
dziennikarzem tylko historykiem. I z pełną świadomością
wyznaczam swojego kandydata na technicznego premiera – prezydenta
Centrum im. Adama Smitha profesora Roberta Gwiazdowskiego. Moim
zdaniem ten człowiek z pewnością byłby najdoskonalszym władcą
Polski od czasów Władysława IV Wazy!
niedziela, 17 lutego 2013
Upadek Europy Zachodniej?
Uwaga! Poniższa notka jest skrajnie
nietolerancyjna, tendencyjna i operująca stereotypami, jeżeli ktoś
poczuje się obrażony jej treścią, autor ostrzega i nie ponosi za
to odpowiedzialności.
Zastanawialiście się państwo kiedyś,
co przyczyni się do upadku cywilizacji Europy Zachodniej? Ostatnio
coraz częściej dochodzę do wniosku, że znam odpowiedź na to
pytanie. Otóż do upadku Zachodu walnie przyczyni się tolerancja i
poprawność polityczna. Mówię to jako osoba dość tolerancyjna,
choć może raczej niepoprawna politycznie. Dzisiejsza notka będzie
dość ostra w swej treści, więc na wstępie przedstawię swój
pogląd na tolerancję względem mniejszości. Osobiście, jak już
wspomniałem jestem tolerancyjny, oczywiście z pewnymi
zastrzeżeniami, jak na prawicowca przystało. Nie przeszkadzają mi
mniejszości etniczne w Polsce, ponieważ jest ich tu niezwykle mało
i nie są dostrzegalni; darzę olbrzymim szacunkiem Żydów, o czym
już pisałem; natomiast jeśli chodzi o mniejszości seksualne, to
nie obchodzą mnie dopóki nie afiszują się ze swoją seksualnością
na paradach itp. Naprawdę, nie przeszkadza mi dwóch mężczyzn
trzymających się za ręce, ale już ostentacyjne przyznawanie się
do homoseksualizmu i robienie na tym kariery w show-biznesie lub
polityce już mnie odstręcza. Jednak nie o tym chciałem pisać, to
temat na osobną notkę. Pomimo swojej tolerancji z coraz większym
niepokojem śledzę doniesienia o narastającym rozbestwieniu się w
Europie Zachodniej muzułmanów. Nie ulega wątpliwości, że
mieszkańcy Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu w swej masie,
stoją na niższym poziomie cywilizacyjnym niż Europejczycy z
Zachodu; proszę mnie źle nie zrozumieć, rozumiem te słowa jako
historyk, muzułmanie przypominają mi XIX-wiecznych Europejczyków.
Są agresywni w tłumie oraz szalenie bogobojni, to daje im znaczną
przewagę nad laicyzującą się Europą, posiadają wiele dzieci,
więc ich przyrost naturalny jest znacznie większy niż u
Europejczyków. Ich kultura znacząco różni się od naszej; nie
dotarła do nich XX-wieczna rewolucja seksualna, i zeświecczenie
społeczeństw. Do tego dochodzi islam jako religia zawierająca w
sobie elementy niezrozumiałe dla chrześcijan, na przykład w
przypadku podejścia do kobiet; zawierająca także szalenie
niebezpieczną doktrynę o świętej wojnie, uczeni muzułmańscy
mogą twierdzić, że jest to przenośnia, jednak większość odnosi
się do tego fragmentu Koranu dosłownie. Jeśli skonfrontuje się
muzułmanów ze współczesnymi Europejczykami, odchodzącymi od
religii, nastawionymi na karierę zawodową, posiadającymi niewiele
dzieci i, co najgorsze, tolerancyjnymi to ośmielam się stwierdzić,
że muzułmanie nakryją nas czapkami.
Dlaczego tak jest, otóż wpuszczając do naszych krajów element obcy kulturowo, pozwalając mu budować swoje świątynie, kultywować swoją kulturę i język kopiemy sobie grób. Muzułmanie wcale nie są tolerancyjni, dla nich chrześcijanie to niewierni, których trzeba nawrócić na islam, gdyż jesteśmy w połowie drogi do piekła. Za kilkadziesiąt, kilkanaście lat muzułmanie mogą przejąć władzę w Europie, a wtedy wszyscy będziemy musieli modlić się do Allaha, Europejki będą musiały nosić czadory, nasze dzieci w szkołach będą wkuwały na pamięć wersety Koranu, a tolerancyjni homoseksualiści zostaną w najlepszym wypadku pozamykani do więzień. Co więc powinniśmy zrobić? Zasymilować lub deportować! Premier Australii już teraz ogłosił, że mieszkający na wyspie muzułmanie, jeśli się nie nauczą się języka angielskiego i nie będą przestrzegać australijskiego prawa, zostaną deportowani; czyli jednak można w dzisiejszym cywilizowanym świecie rządzić twardą ręką. Europa od wieków broniła się przed islamem, musimy sprawić muzułmanom kolejne Poitiers, Lepanto lub Wiedeń. Czy muzułmanie są winni temu stanowi rzeczy? Oczywiście nie! Winni są tylko i wyłącznie Europejczycy. Nie dziwię się muzułmanom, że prowadzą swoją ekspansję w kierunku tak bogatego i podatnego gruntu jakim jest Europa, zwłaszcza, że Europejczycy sami ich zapraszają. Poniżej publikują dwa filmy, które są dobrą ilustracją i potwierdzeniem moich słówm
Dlaczego tak jest, otóż wpuszczając do naszych krajów element obcy kulturowo, pozwalając mu budować swoje świątynie, kultywować swoją kulturę i język kopiemy sobie grób. Muzułmanie wcale nie są tolerancyjni, dla nich chrześcijanie to niewierni, których trzeba nawrócić na islam, gdyż jesteśmy w połowie drogi do piekła. Za kilkadziesiąt, kilkanaście lat muzułmanie mogą przejąć władzę w Europie, a wtedy wszyscy będziemy musieli modlić się do Allaha, Europejki będą musiały nosić czadory, nasze dzieci w szkołach będą wkuwały na pamięć wersety Koranu, a tolerancyjni homoseksualiści zostaną w najlepszym wypadku pozamykani do więzień. Co więc powinniśmy zrobić? Zasymilować lub deportować! Premier Australii już teraz ogłosił, że mieszkający na wyspie muzułmanie, jeśli się nie nauczą się języka angielskiego i nie będą przestrzegać australijskiego prawa, zostaną deportowani; czyli jednak można w dzisiejszym cywilizowanym świecie rządzić twardą ręką. Europa od wieków broniła się przed islamem, musimy sprawić muzułmanom kolejne Poitiers, Lepanto lub Wiedeń. Czy muzułmanie są winni temu stanowi rzeczy? Oczywiście nie! Winni są tylko i wyłącznie Europejczycy. Nie dziwię się muzułmanom, że prowadzą swoją ekspansję w kierunku tak bogatego i podatnego gruntu jakim jest Europa, zwłaszcza, że Europejczycy sami ich zapraszają. Poniżej publikują dwa filmy, które są dobrą ilustracją i potwierdzeniem moich słówm
niedziela, 3 lutego 2013
Stosunki polsko-rosyjskie i katastrofa smolenska
Dzisiejsza notka, ponownie, w dwóch
częściach. Zajmę się dziś stosunkami polsko-rosyjskimi; tak
więc, część pierwszą poświęcę na na krótki, szkolny kurs
stosunków z naszym wschodnim sąsiadem na przestrzeni dziejów, a w
drugiej części przedstawię swój punkt widzenia na wydarzenie
najbardziej obecnie zajmujące w tych stosunkach – katastrofę
smoleńską.
Nie ulega wątpliwość, że z Rusinami, Rosjanami i bolszewikami biliśmy się w naszej historii często. Można nawet ostrożnie założyć, że ze wschodnim sąsiadem toczyliśmy wojny najczęściej spośród wszystkich. Od czasów Bolesława Chrobrego i jego wypraw na Kijów, jak również, jego wielkiego naśladowcy Bolesława Szczodrego vel Śmiałego aż do czasów rozbicia dzielnicowego. Wyprawy te wpisywały się w ogólny trend wypraw wojennych groźnych Bolesławów epoki wczesnopiastowskiej. Ruś Kijowska nie była wcale głównym celem wypraw Piastów, lepsze były Czechy, bo bogatsze, a łatwiejsze do złupienia niż, np. Rzesza, częste były również krótkotrwałe sojusze i mariaże, w dwóch słowach: normalna dyplomacja. W okresie rozbicia dzielnicowego nasze stosunki z sąsiadami były skomplikowane, a biorąc pod uwagę fakt, że Ruś również była podzielona to opisywanie tutaj kontaktów wszystkich książąt Piastowskich ze wszystkimi książętami ruskimi zajęłoby zbyt wiele miejsca. Faktem jest natomiast, że kiedy Królestwo Polskie podnosiło się z upadku Wschód wciąż był rozbity i w dodatku przytłamszony tatarskim jarzmem. Był to łatwy i smakowity kąsek dla Korony Kazimierza Wielkiego, który rekompensując sobie utracone przez ojca Pomorze Gdańskie podbił Ruś Halicką i Włodzimierską, których losy były zmienne w szalonych czasach Andegawenów a ostatecznie przyłączyła do naszego państwa król Jadwiga. Poza tym skrawkiem, w późnym średniowieczu stosunki polsko-rosyjskie nie istniały, rolę naszego wschodniego sąsiada spełniało Wielkie Księstwo Litewskie. Dopiero kolejne układy i unie z Litwą ponownie przeorientowały nas na, dalszy już w tym momencie, wschód. Oto daleko na północ i wschód od Kijowa szybko rozwijała się mała osada założona jako forpoczta księstwa Suzdalskiego – Moskwa. Księstwo Moskiewskie w epoce nowożytnej zrobiło oszałamiającą karierę. Rządzone przez mających silną władzę kniaziów szybko wchłonęło i pokonało sąsiednie księstwa ruskie włącznie w potężną i bogatą Republiką Nowogrodzką. Moskwa zaczęła zagrażać Litwie. Gdyby nie unia z Koroną, kolos na glinianych nogach, jakim była Litwa, pewnie szybko zostałby pokonany przez agresywne ksiąstewko. We wczesnej epoce nowożytnej w Rzeczposoplitej panowało przekonanie, że wrogowie północni, czyli Moskwa i Szwecja są na tyle słabi, że Litwa powinna dać sobie z nimi radę sama, Korona natomiast musi bronić kraj przed Tatarami i Turkami z południa. Jednak Polacy musieli wielokrotnie pomagać Litwinom z ich przeciwnikami. Moskwa, która dążyła do zagarnięcia wszystkich ziem ruskich traktowała Litwę jako swojego naturalnego wroga, do tego doszły jeszcze próby dojścia do Bałtyku. Kolejna wielka wojna stoczona została za czasów Stefana Batorego. Udało nam się zdobyć moskiewskie twierdze Połock i Wielkie Łuki odcinając tym samym Iwana Groźnego od Inflant.
Za czasów naszego następnego króla, Zygmunta III to my z kolei wyrządziliśmy Rosjanom wielką krzywdę – dymitriady i Wielką Smutę. Nasze wojska pokonały Rosjan w świetnej bitwie pod Kłuszynem, zajęliśmy Moskwę, osadziliśmy na tronie przychylnego nam cara i plądrowaliśmy kraj, w dodatku zrobiliśmy to dwukrotnie! Rosjanie mają o co mieć do nas żal. Niestety, albo na szczęście, nasza szansa została zmarnowana, Władysław Waza nie został carem. Za to już jako król poprowadził kolejną wyprawę na wschód i odzyskał Smoleńsk. Za panowania jego brata Rosjanie ruszyli do kontrataku. Wyprawa cara Aleksego zalała Litwę aż po Wilno, na szczęście (sic!) chwilę później zalali nas również Szwedzi i przestraszony Aleksy stracił impet. Kiedy Szwedów już wygoniliśmy pozbycie się Hiperborejczyków było już tylko kwestią czasu (doskonałe zwycięstwo pod Cudnowem). Jednakże utraciliśmy część wschodnich terenów. Z powodu kozaków, straciliśmy pół Ukrainy z Kijowem (kozacy przejechali się na tym jak Zabłocki na mydle, gdyż o ile w Rz-plitej mieli jeszcze jakieś swobody to w rządzonej nieomal despotycznie Rosji zostali szybko stłamszeni). Oderwano od nas również ostatecznie ziemie Smoleńską, Siewierską i Czernichowską. W XVIII w. Nastąpiło ogólne rozprzężenie naszego państwa, o ile jeszcze za Augusta Mocnego układaliśmy się z Piotrem I przeciw Szwecji (obaj panowie ponoć mocno się upili podczas rozmów) co skończyło się splądrowaniem neutralnej Rzeczpospolitej w Wielkiej Wojnie Północnej; o tyle dalsze czasy saskie to już tylko powolna degrengolada państwa i wzrost potęgi Rosji. No i stało się, w czasach Stanisławowskich byliśmy już tylko marionetką potężnego wschodniego sąsiada, a jak marionetka zepsuła się do reszty to rozebrano ją na części i przerobiono na surowce wtórne – Królestwo Polskie, Wielkie Księstwo Poznańskie i Królestwo Galicji i Lodomerii. Oczywiście wcześniej mieliśmy kilka ostatnich podrygów – najpierw wojna w obronie Konstytucji, powstanie Kościuszkowskie, później wyprawa na Moskwę wraz z Napoleonem (swoją drogą, byliśmy w Moskwie w 1612 i 1812; szansa na powtórzenie tego trendu w 2012 roku jednak minęła), jednak ostatecznie wszystko to zakończyło się porażką. Tak się stało, że największa część Polski stała się Rosją. Romantyczne powstania przynosiły już mniej romantyczne klęski. W końcu Wielka Wojna, o którą modlił się Mickiewicz, w której Polak niemiecki strzelał do Polaka rosyjskiego i upragniona niepodległość i znów wojna, w której znów pokazaliśmy nasz dawny pazur i ponownie udowodniliśmy, że Polacy jednaj potrafią zwyciężać. Rok 1920 był bez wątpienia zbawienny nie tylko dla Polski, ale dla całej Europy. A później kolejne 20 lat przygotowań do wojny z Moskwą, którą II RP traktowała jako swego głównego wroga, lecz w tym wypadku zagrożenie było realne. I nastał rok 1939 przynosząc wojnę, do której nie byliśmy przygotowani spotęgowaną dodatkowym ciosem w plecy od bolszewików. I po raz kolejny stało się, że część Polski stało się Rosją. Po horrorze hitlerowskim przetoczyła się przez nasz kraj niszczycielska maszyna Armii Czerwonej pozostawiając po sobie już tylko czerwień. I stało się, że po raz trzeci, już cała Polska stała się Rosją, tylko trochę subtelniej. Staliśmy się zabawnym barakiem i przyjęliśmy najgłupszy ustrój świata właśnie dzięki naszemu wschodniemu sąsiadowi. Przez pół wieku byliśmy zależni i degenerowani. Ale ludzie są istotami rozumnymi, które wciąż podświadomie dążą do szczęścia, którego nie da się osiągnąć w państwie realnego socjalizmu, zwłaszcza na wzór radziecki. W końcu obaliliśmy komunę i uniezależniliśmy się od Rosji, która też stała się inną Rosją, może nie idealną, ale jednak inną. Ale coś w nas po tym tysiącu lat wzajemnych wojen i robienia sobie świństw pozostało i będą potrzebne dziesięciolecia by to naprawić.
Nie ulega wątpliwość, że z Rusinami, Rosjanami i bolszewikami biliśmy się w naszej historii często. Można nawet ostrożnie założyć, że ze wschodnim sąsiadem toczyliśmy wojny najczęściej spośród wszystkich. Od czasów Bolesława Chrobrego i jego wypraw na Kijów, jak również, jego wielkiego naśladowcy Bolesława Szczodrego vel Śmiałego aż do czasów rozbicia dzielnicowego. Wyprawy te wpisywały się w ogólny trend wypraw wojennych groźnych Bolesławów epoki wczesnopiastowskiej. Ruś Kijowska nie była wcale głównym celem wypraw Piastów, lepsze były Czechy, bo bogatsze, a łatwiejsze do złupienia niż, np. Rzesza, częste były również krótkotrwałe sojusze i mariaże, w dwóch słowach: normalna dyplomacja. W okresie rozbicia dzielnicowego nasze stosunki z sąsiadami były skomplikowane, a biorąc pod uwagę fakt, że Ruś również była podzielona to opisywanie tutaj kontaktów wszystkich książąt Piastowskich ze wszystkimi książętami ruskimi zajęłoby zbyt wiele miejsca. Faktem jest natomiast, że kiedy Królestwo Polskie podnosiło się z upadku Wschód wciąż był rozbity i w dodatku przytłamszony tatarskim jarzmem. Był to łatwy i smakowity kąsek dla Korony Kazimierza Wielkiego, który rekompensując sobie utracone przez ojca Pomorze Gdańskie podbił Ruś Halicką i Włodzimierską, których losy były zmienne w szalonych czasach Andegawenów a ostatecznie przyłączyła do naszego państwa król Jadwiga. Poza tym skrawkiem, w późnym średniowieczu stosunki polsko-rosyjskie nie istniały, rolę naszego wschodniego sąsiada spełniało Wielkie Księstwo Litewskie. Dopiero kolejne układy i unie z Litwą ponownie przeorientowały nas na, dalszy już w tym momencie, wschód. Oto daleko na północ i wschód od Kijowa szybko rozwijała się mała osada założona jako forpoczta księstwa Suzdalskiego – Moskwa. Księstwo Moskiewskie w epoce nowożytnej zrobiło oszałamiającą karierę. Rządzone przez mających silną władzę kniaziów szybko wchłonęło i pokonało sąsiednie księstwa ruskie włącznie w potężną i bogatą Republiką Nowogrodzką. Moskwa zaczęła zagrażać Litwie. Gdyby nie unia z Koroną, kolos na glinianych nogach, jakim była Litwa, pewnie szybko zostałby pokonany przez agresywne ksiąstewko. We wczesnej epoce nowożytnej w Rzeczposoplitej panowało przekonanie, że wrogowie północni, czyli Moskwa i Szwecja są na tyle słabi, że Litwa powinna dać sobie z nimi radę sama, Korona natomiast musi bronić kraj przed Tatarami i Turkami z południa. Jednak Polacy musieli wielokrotnie pomagać Litwinom z ich przeciwnikami. Moskwa, która dążyła do zagarnięcia wszystkich ziem ruskich traktowała Litwę jako swojego naturalnego wroga, do tego doszły jeszcze próby dojścia do Bałtyku. Kolejna wielka wojna stoczona została za czasów Stefana Batorego. Udało nam się zdobyć moskiewskie twierdze Połock i Wielkie Łuki odcinając tym samym Iwana Groźnego od Inflant.
Za czasów naszego następnego króla, Zygmunta III to my z kolei wyrządziliśmy Rosjanom wielką krzywdę – dymitriady i Wielką Smutę. Nasze wojska pokonały Rosjan w świetnej bitwie pod Kłuszynem, zajęliśmy Moskwę, osadziliśmy na tronie przychylnego nam cara i plądrowaliśmy kraj, w dodatku zrobiliśmy to dwukrotnie! Rosjanie mają o co mieć do nas żal. Niestety, albo na szczęście, nasza szansa została zmarnowana, Władysław Waza nie został carem. Za to już jako król poprowadził kolejną wyprawę na wschód i odzyskał Smoleńsk. Za panowania jego brata Rosjanie ruszyli do kontrataku. Wyprawa cara Aleksego zalała Litwę aż po Wilno, na szczęście (sic!) chwilę później zalali nas również Szwedzi i przestraszony Aleksy stracił impet. Kiedy Szwedów już wygoniliśmy pozbycie się Hiperborejczyków było już tylko kwestią czasu (doskonałe zwycięstwo pod Cudnowem). Jednakże utraciliśmy część wschodnich terenów. Z powodu kozaków, straciliśmy pół Ukrainy z Kijowem (kozacy przejechali się na tym jak Zabłocki na mydle, gdyż o ile w Rz-plitej mieli jeszcze jakieś swobody to w rządzonej nieomal despotycznie Rosji zostali szybko stłamszeni). Oderwano od nas również ostatecznie ziemie Smoleńską, Siewierską i Czernichowską. W XVIII w. Nastąpiło ogólne rozprzężenie naszego państwa, o ile jeszcze za Augusta Mocnego układaliśmy się z Piotrem I przeciw Szwecji (obaj panowie ponoć mocno się upili podczas rozmów) co skończyło się splądrowaniem neutralnej Rzeczpospolitej w Wielkiej Wojnie Północnej; o tyle dalsze czasy saskie to już tylko powolna degrengolada państwa i wzrost potęgi Rosji. No i stało się, w czasach Stanisławowskich byliśmy już tylko marionetką potężnego wschodniego sąsiada, a jak marionetka zepsuła się do reszty to rozebrano ją na części i przerobiono na surowce wtórne – Królestwo Polskie, Wielkie Księstwo Poznańskie i Królestwo Galicji i Lodomerii. Oczywiście wcześniej mieliśmy kilka ostatnich podrygów – najpierw wojna w obronie Konstytucji, powstanie Kościuszkowskie, później wyprawa na Moskwę wraz z Napoleonem (swoją drogą, byliśmy w Moskwie w 1612 i 1812; szansa na powtórzenie tego trendu w 2012 roku jednak minęła), jednak ostatecznie wszystko to zakończyło się porażką. Tak się stało, że największa część Polski stała się Rosją. Romantyczne powstania przynosiły już mniej romantyczne klęski. W końcu Wielka Wojna, o którą modlił się Mickiewicz, w której Polak niemiecki strzelał do Polaka rosyjskiego i upragniona niepodległość i znów wojna, w której znów pokazaliśmy nasz dawny pazur i ponownie udowodniliśmy, że Polacy jednaj potrafią zwyciężać. Rok 1920 był bez wątpienia zbawienny nie tylko dla Polski, ale dla całej Europy. A później kolejne 20 lat przygotowań do wojny z Moskwą, którą II RP traktowała jako swego głównego wroga, lecz w tym wypadku zagrożenie było realne. I nastał rok 1939 przynosząc wojnę, do której nie byliśmy przygotowani spotęgowaną dodatkowym ciosem w plecy od bolszewików. I po raz kolejny stało się, że część Polski stało się Rosją. Po horrorze hitlerowskim przetoczyła się przez nasz kraj niszczycielska maszyna Armii Czerwonej pozostawiając po sobie już tylko czerwień. I stało się, że po raz trzeci, już cała Polska stała się Rosją, tylko trochę subtelniej. Staliśmy się zabawnym barakiem i przyjęliśmy najgłupszy ustrój świata właśnie dzięki naszemu wschodniemu sąsiadowi. Przez pół wieku byliśmy zależni i degenerowani. Ale ludzie są istotami rozumnymi, które wciąż podświadomie dążą do szczęścia, którego nie da się osiągnąć w państwie realnego socjalizmu, zwłaszcza na wzór radziecki. W końcu obaliliśmy komunę i uniezależniliśmy się od Rosji, która też stała się inną Rosją, może nie idealną, ale jednak inną. Ale coś w nas po tym tysiącu lat wzajemnych wojen i robienia sobie świństw pozostało i będą potrzebne dziesięciolecia by to naprawić.
Katastrofa smoleńska to bez wątpienia
jedno z najważniejszych wydarzeń w historii polski ostatniej
dekady. Bystrzejsi czytelnicy już w poprzednim zdaniu mogli odnaleźć
jasny dowód na moje stanowisko w sprawie tego wydarzenia. Celowo
napisałem „katastrofa”, gdyż jest rzeczą oczywistą, że
rozbicie się pod Smoleńskiem prezydenckiego samolotu było
wypadkiem spowodowanym błędem polskich pilotów, niesprzyjającą
aurą i możliwe, że również zaniedbaniami ze strony naziemnej
kontroli lotu. Nie było żadnego zamachu i każdy kto twierdzi
inaczej, albo stara się ugrać na tym jakiś polityczny interes,
albo cechuje się nad wyraz ograniczonym umysłem. Postaram się
poprzeć moją śmiałą tezę jako historyk. Historia nie jest
bowiem tylko zbiorem faktów, dat i nazwisk z przeszłości, to
również, a może przede wszystkim wyciąganie wniosków i krytyczna
ocena wydarzeń pod kątem przyczyn i skutków. I właśnie o tych
ostatnich chciałem napisać. Zakładając, że Rosjanie mieli jakiś
cel w zlikwidowaniu Lecha Kaczyńskiego, swoją drogą polityka
miernego, nieprzystosowanego do realnej polityki, kierującego się
sentymentami i własnymi uprzedzeniami. Jakie kroki podjęli po jego
śmierci w stosunkach dyplomatycznych z Polską? Żadne! Bardziej
przemawiająca jest śmierć wysokiej rangi oficerów Wojska
Polskiego, była to strata dużo bardziej niebezpieczna niż śmierć
prezydenta, który w Polsce nie posiada zbyt wielkiej władzy i jego
nagłe zniknięcie nie powoduje paraliżu państwa. Wracając do
generałów, na krótko po 10 kwietnia w mediach zaczęła krążyć
plotka o przepowiedni Nostradamusa, jakoby ów średniowieczny
wizjoner przewidział smoleńską katastrofę, przepowiednia składała
się z dwóch części, pierwsza zawierała opis katastrofy samolotu,
druga natomiast była wizją napaści naszego wschodniego sąsiada.
Przepowiednia była zmyślona, ale jasno obrazuje mentalność
Polaków, wciąż obawiamy się wojny z Rosją. Co udowodniłem, w
pierwszej części tego tekstu. Od 10 kwietnia 2010 roku minęły
ponad dwa lata; gdzie są rosyjskie czołgi i samoloty? Dlaczego
Rosjanie nie wykorzystali znakomitej okazji? Dlaczego diabeł
wcielony Władimir Putin czule obejmował premiera Tuska zamiast
strzelić mu w tył głowy jak na byłego oficera KGB przystało?
Czemu Rosjanie nie skonsumowali owoców udanego „zamachu” i nie
wkroczyli do osłabionej i pogrążonej w żałobie Polski? Odpowiedź
na to pytanie jest jasna, Rosja nie musi podbijać Polski, ma dość
własnego terytorium. Choć w obecnych czasach wojen nie toczy się
już o terytoria tylko o surowce naturalne, których nie mamy. Nie
było i nie będzie nowej wojny polsko-rosyjskiej. Tak samo jak nie
było żadnego „zamachu” na samolot w Smoleńsku. Rząd premiera
Tuska również nie mógł przygotować owego zamachu. Kandydat PO w
wyborach prezydenckich miał pewne szanse w sondażach a śmierć
Kaczyńskiego tylko wzbudziła w ludziach współczucie i sympatię
dla jego brata, stąd tak wysoki wynik Jarosława Kaczyńskiego w
ostatnich wyborach.
Podsumowując, katastrofa Smoleńska była tylko nieszczęśliwym wypadkiem, nie miała żadnych politycznych przyczyn, nie przyniosła również żadnych konsekwencji, a w historii bardzo niewiele rzeczy planuje się bez sensu.
Podsumowując, katastrofa Smoleńska była tylko nieszczęśliwym wypadkiem, nie miała żadnych politycznych przyczyn, nie przyniosła również żadnych konsekwencji, a w historii bardzo niewiele rzeczy planuje się bez sensu.
wtorek, 18 grudnia 2012
Jak wymawiać nazwiska marszałków Napoleona
Spotkałem się ostatnio z faktem, że olbrzymi problem dla studentów stanowią nazwiska marszałków Napoleona. Nie ulega wątpliwości, że język francuski nie należy do szczególnie popularnych, a odznacza się tą paskudną przypadłością, że połowę głosek wymawia się inaczej niż Polak chciałby wymówić, a drugiej połowy nie wymawia się wcale. Dlatego też zamieszczam krótką ściągawkę z fonetycznym zapisem nazwisk marszałków francji epoki Napoleona I dla uczniów i studentów. Mam nadzieję, że komuś się przyda.
Uwagi na początek: we Francji 'r' wymawia się bardziej miękko, bardziej 'rh', ale nie należy przesadzać z tą miękkością. Z kolej 'u' wymawia się jak 'i', chyba, że występuje zbitka 'ou' wtedy czytamy 'u' lub 'au' czytamy 'o'.
Louis Alexandre Berthier - Bertie
Joachim Murat - Mira
Bon Adrien Jeannot de Moncey - de Monse
Jean-Baptiste Jourdan - Żurdą
André Masséna - Massena
Pierre Augereau - Ożro
Jean Baptiste Bernadotte - Bernadot
Nicolas Jean de Dieu Soult - Su
Guillaume Marie-Anne Brune - Brun
Jean Lannes - Lan
Édouard Adolphe Casimir Joseph Mortier - Mortie
Michel Ney - Nej
Louis Nicolas Davout - Dawu
Jean-Baptiste Bessières - Besier
François Christophe Kellermann - Kelerman
François Joseph Lefebvre - Lyfewr
Catherine Dominique de Pérignon - Perinion
Jean Mathieu Philibert Sérurier - Serurie
Claude Victor-Perrin - Wiktor-Perę
Etienne Jacques Joseph Alexandre Macdonald - Makdonald
Auguste Frédéric Louis Viesse de Marmont - de Marmą
Nicolas Charles Oudinot - Udino
Louis Gabriel Suchet - Sjusze
Laurent de Gouvion Saint-Cyr - Guwią Są-Sje
Józef Poniatowski - tu chyba nie powinno być problemów
Emmanuel de Grouchy - de Gruszi
niedziela, 25 listopada 2012
Antysemityzm
Antysemityzm kiedyś
Po kolejnym nieudanym powstaniu przeciw Rzymianom, Żydzi dekretem cesarskim zostali wygnani z Judei i otrzymali zakaz powracania do niej. Tak rozpoczęła się diaspora społeczności Żydowskiej, która trwa do dziś. Choć państwo Żydowskie zostało odtworzone po II Wojnie Światowej, wielu Żydów wciąż mieszka poza jego granicami. Rozproszenie Żydów po całym znanym w historii świecie jest przyczyną ich fenomenu, ale również przekleństwem. Fakt, że przez niecałe dwa tysiąclecia zachowali oni swoją odrębną kulturę i religię i nie zanikli ze swoją tożsamością jest właśnie ich fenomenem. Jednakże przekleństwem Żydów stał się antysemityzm, o którym traktuje niniejsza notka. Skąd się on wziął i jak przejawiał się w historii? Kiedy chrześcijaństwo stało się religią dominującą na świecie, powstała istotna luka w gospodarce i finansach; chodzi o możliwość udzielania pożyczek. Chrześcijaństwo zabraniało lichwy, czyli pobierania procentu od pożyczonej kwoty, Żydzi pozbawieni byli tego ograniczenia, więc naturalną koleją rzeczy zostali oni pierwszymi pożyczkodawcami na szeroką skalę. Jednak z pożyczkobiorcami czasem bywa tak, że nie są chętni do oddawania długów, zwłaszcza w przeszłości, w której życie było tańsze niż obecnie, co wielokrotnie już opisywałem. Czasem zdarzało się tak, że zadłużony chrześcijanin wymyślał niestworzone rzeczy o Żydach (zatruwanie studni, zabijanie dzieci, roznoszenie chorób) i podburzał tłum do ich pogromu, pozbywając się tym samym kłopotliwych długów. Również Nowy Testament stawiał Semitów w niekorzystnym świetle, co w ultrakatolickiej średniowiecznej Europie było wygodnym pretekstem do wyżej opisanych praktyk. Wróćmy jeszcze na chwilę do zaraz. Choć ludzie w średniowieczu nie stronili od wody, kąpali się znacznie rzadziej niż Żydzi, a w apogeum epidemii, czyli wieku XIII powstała teoria, iż morowe powietrze wnika do człowieka przez pory w czystej skórze, które należy zapchać brudem. Żydzi nie ulegli tej modzie, więc chorowali znacznie rzadziej. Przyczyniło się to do oskarżania ich o roznoszenie zarazy. Obcość kultury i religii żydowskiej, ich hermetyczność i brak asymilacji również nie przyczyniły się do zwiększenia sympatii do nich.
Stan taki trwał w historii, a bzdurne opowiastki dłużników przerodziły się w legendy i stereotypy. Nadeszła w końcu największa tragedia Żydów – nazizm. Apogeum nienawiści do Żydów i próba ich fizycznej eksterminacji. Jednakże jakby to brutalnie i sprzecznie nie zabrzmiało nazizm miał dla Żydów pozytywne skutki. Ogrom okrucieństwa był jak kubeł zimnej wody na rozpalone antysemityzmem głowy Europejczyków; przekonano się do czego może prowadzić nienawiści doprowadzona do ekstremum. Obecnie więc żyjemy w czasach, w których panuje tolerancja rasowa i wyznaniowa, nienawiści do innych jest tematem wstydliwym i tabu. Ale czy na pewno?
Antysemityzm dzisiaj
Nie czuję się kompetentny, jeśli chodzi o cały świat, czy Europę, ale śmiało mogę powiedzieć, że żyjemy w kraju ultra-antysemickim. Polacy nienawidzą Żydów i wcale się tego nie wstydzą. Oczywiście nie usłyszą, tego państwo w telewizji lub radiu, tam panuje poprawność polityczna, co innego jest z prasą i Internetem, papier (również wirtualny) zniesie wszystko. O wszelkie występki, zło, spiski i klęski Polacy oskarżają Żydów. Jest to bardzo wygodne, gdyż Żydów w Polsce nie ma; ale Polak wie lepiej, Żyd – źródło wszelkiego zła gdzieś jest, czai się w zakamarkach i tylko czyha na nasze mienie, wolność i niepodległość. Nazwanie kogoś Żydem, jest jedną z największych obelg, tuż obok pedała. Uważa się, że większość polskich polityków do Żydzi, dlatego się ich tak nie cierpi (drodzy państwo, to nie Żydzi, to tylko socjaliści). Większość Polaków najpewniej w swoim całym życiu Żyda nie spotka, autor niniejszej notki znał kiedyś jedną Żydówkę (i wciąż żyje, jest wolny i posiadający). Tyle suchych faktów, przychodzi czas na refleksję. Każdy człowiek jest inny, ludzie z reguły nie dzielą się na dobrych i złych; raczej na mądrych i głupich, mądrzy i głupi występują w każdej grupie społecznej, narodzie i religii. Bywają mądrzy menele i głupi profesorowie, mądrzy więźniowie i głupi ministrowie, mądrzy Żydzi i głupi chrześcijanie, mądrzy chrześcijanie i głupi Żydzi. [No dobrze, nie ma mądrych socjalistów, ale „socjaliści to nie ludzie; to forma pośrednia między małpą a człowiekiem”, więc ich zostawmy.] Tak więc drodzy rodacy, przestańcie nienawidzić Żydów, zacznijcie zwalczać głupotę!
środa, 31 października 2012
Kapitalizm
Obiecałem napisać wpis o kapitalizmie. Należy pisać o tym zjawisku gospodarczym, aby uświadomić ludziom, że to co ich otacza, szumnie kapitalizmem nazywane, wcale nim nie jest. W Polsce, ani w Europie kapitalizm nie istnieje, nie ma go również w Ameryce. Obecnie najbliższe kapitalizmowi są azjatyckie tygrysy takie jak Hongkong, czy Singapur. Ustrój gospodarczy panujący w Europie i Ameryce to socjalizm, panuje on od początku XX wieku i zadomowił się już w naszych umysłach. Kapitalizm i wolny rynek to najbardziej pierwotny i naturalny system gospodarczy, odkąd człowiek stworzył cywilizację, tylko praca własnych rąk była przyczyną bogactwa ludzi i państw. Oczywiście od razu można wysunąć kontrargument, że przecież rzymscy latyfundyści, czy średniowieczni rycerze nie pracowali na swoich polach, tylko wykorzystywali niewolników lub chłopów pańszczyźnianych. Należy jednak pamiętać, że jeśli mówimy o niewolnikach to byli traktowani jako siła wytwórcza, a nie ludzie, starożytni uważali niewolnika za instrumentum vocale, może to zabrzmieć brutalnie, ale obszarnik, na którego polu pracowali niewolnicy w tamtych czasach nie różnił się od rzemieślnika używającego młotka czy dłuta. Wracając do kapitalizmu, zawsze było tak, że aby coś dostać trzeba było za to zapłacić, aby mieć czym, trzeba było pracować i zarabiać. Jeśli ktoś daje nam coś za darmo, to jest w 100% pewne, że wcześniej komuś to odebrał. Jeśli dziś mamy za darmo szkołę lub szpital to tylko kosztem tego, że państwo obrabowało ludzi zdrowych i nieposiadających dzieci. W dzisiejszym świecie nie trzeba się starać, uczniowie nie muszą się uczyć, pracownicy nie muszą dbać o jakość swoich produktów (jest to nawet niewskazane); bo państwo nam da zasiłek lub rentę. Nasze społeczeństwo powoli się degeneruje, mamy coraz więcej słabych, schorowanych lub głupich wokół siebie; szczytem ambicji wielu ludzi jest bezmyślne gapienie się w telewizor, lub coraz częściej, komputer. Wszystko to jest wina państwa opiekuńczego i socjalizmu. Naprawdę chciałbym żyć w kapitalizmie. Chciałbym, aby premiowana była pracowitość i inteligencja, a nie bylejakość. Chciałbym dużo zarabiać, i żeby państwo nie ograbiało mnie z moich pieniędzy podatkami. Recepta na kapitalizm jest prosta jak konstrukcja cepa: prywatyzacja (wszystkiego!), redukcja administracji do minimum, zniesienie przymusu ubezpieczeń (spójrzcie państwo na swoje zarobki brutto, czy nie stać by państwa było na leczenie się i szkołę dla dzieci za tę kwotę?), obniżenie podatków (zryczałtowany podatek pogłówny), możliwość założenia własnego biznesu bez jakiejkolwiek biurokracji, zniesienie wszelkiego socjalu (zasiłków dla bezrobotnych przede wszystkim!). Każdy musi pracować, każdy zarabia, każdy kupuje i stąd bierze się dobrobyt. No właśnie, a co z osobami, które nie mogą pracować? Niepełnosprawni przykuci do łóżka? Jedyny wyjątek, jeśli rodziny nie stać na utrzymywanie ich lub nie mają rodziny to tylko takie osoby powinny być utrzymywane przez państwo lub organizacje charytatywne. Reszta, nie pracujesz – umierasz z głodu!
Subskrybuj:
Posty (Atom)